Sylwester 2011
Do siego roku !
Niniejszym ogłaszam, że Giełda Sprzętu Zimowego dla Członków Klubu została otwarta.
Zapraszamy na Forum.
16 października 2011
Bieżyń
Zachęceni podawanymi przez Jo, Bertasa, Kryma i Radio Merkury informacjami drogowymi i meteo, a nade wszystko o kiełbaskach, plackach i możliwościach szybkiego spalania łakoci, Rodzice zapakowali swoich Małych Turystów i przywieźli na peron nr 2 dworca kolejowego Bieżyń Główny.
Tam czekał już na nas podstawiony skład złożony z dwóch drezyn z napędem ręcznym i drezyny motorowej, która jednak nie była lokomotywą przedsięwzięcia.
Żeby cała para nie szła w gwizdek, każdy złapał, co mógł i tak trzymaliśmy:
- aparaty fotograficzne i telefony
- termosy z herbatą, kawą i prawdopodobnie innymi napojami też
- różnego wieku i płci Małych Turystów, żeby nie pospadali z drezyn
- nakrycia głów wszelkich kolorów i kształtów (tu mowa o nakryciach) (o głowach w sumie też
), żeby ich pęd nie porwał
- poręcze, żeby nie wypaść z pociągu
- się wiatru
- kierownicy (dotyczy Pana Maszynisty)
- takie stalowe drągi, które trzeba było ciągnąć w górę i wdół, i w górę, i w dół…..
I tych ostatnich, nie wiadomo dlaczego, wszyscy najchętniej się czepiali – taka widać uroda członków Klubu.
Machając tymi dźwigniami napędowymi przejechaliśmy radośnie trasę nawet dłuższą, niż zakładał Pan Maszynista, po czym motodrezyna została obrócona i pojechaliśmy z powrotem po czekającą na dworcu drugą część grupy. Droga powrotna okazała się być znacznie dłuższa, chociaż Pan Maszynista nas zapewniał, że jedziemy po tym samym torze. Ciekawe…
Druga grupa, złożona również z członków pierwszej, nie dała się dogonić nękanej problemami technicznymi drezynie motorowej, w drodze powrotnej nie dała jej też uciec, tacy to Turyści tam jechali! Dość, że drągów nie powyrywali…
A jak już wszyscy wrócili, to w barze dworcowym czekały pieczone nad ogniskiem kiełbaski i grzanki, atrakcyjne napoje oraz – o rany! – wyłożone na stylowej ladzie bufetu niezliczone ciasta: były wielkie ciacha z kremem i malinami, sernik z brzoskwiniami, ciasto marchewkowe, placek ze śliwkami, jabłecznik….ja bardzo przepraszam, wszystkich spróbowałem, ale nie pamiętam, co tam jeszcze było, natomiast na pewno każdego chętnie jeszcze bym skosztował ![]()
A potem były jeszcze wyścigi drezyn, bardzo sprawiedliwie przeprowadzone przez Prezesa i jego rękę – Vice. Wygrała oczywiście załoga drezyny ![]()
Wyjątkowym wydarzeniem była kontynuacja rajdu po iskierce, bo byli tacy niestrudzeni, co jeszcze Soplicowo nawiedzili i z sokołami polowali.
24 września 2011
Lusowo -> żółtym szlakiem ->Lusówko -> Lusowo
Ja nie rozumiem o co chodzi z tym „prawie”: najpierw mieliśmy jezioro przed nami, później z lewej, następnie był popasik taki mały z gimnastyką Małych, dalej szli sobie i szliśmy z wodą po prawej, na koniec zostawiliśmy ją z tyłu. No to dookoła jak się patrzy, nie?
Ale najbardziej to mi utkwiło na tym Rajdzie co innego – już widzę Kryma i jego gest, i minę i ton: ten to zawsze! – i ma chłopak rację! Bo ja zapamiętałem te placki, placuszki, paluszki lizać… Pierwszy był taki ciemny, od Jadźki i nawet gdyby ona sama tam była, to bym jej nie widział, bo się nie mogłem od jej blachy oderwać. Niestety jadzine placki mają taki wielki feler,że są za małe
A w tym towarzystwie ani się człowiek obejrzy i już musi okruchy wciągać i nawet nimi musi się dzielić.
Na szczęście jak już rajd miał się ku końcowi, Mali Turyści dopadli takiej fajnej huśtawki, w którą właziło ich chyba ośmioro, a Prezesy poszli i wrócili z kolejnymi dwiema blachami: tym razem był to przepyszny zestaw Asi P. i Asi N.
(kolejność wg stopnia pokrewieństwa z Prezesem). Przez chwilę niewiele mówiłem
Tak oto pierwszy tej jesieni Rajd dobiegł smacznie i szczęśliwie do iskierki.
Do następnego!
Kiwak
Udało się ! W sierpniu 2011r. cztery dzielne łajby (7 rodzin) wypłynęły załadowane po brzegi dzieciarnią i starszą załogą.
Coroczny letni wyjazd, tym razem w znajome miejsce – Leonika
14 maja 2011
Parking Dziewicza Góra -> ścieżka dydaktyczna Dziewicza Góra -> parking – 5km
Zaraz, ja już tu kiedyś byłem….tak, tu był ogień, tu rozrabiali jacyś Mali Turyści z kijami, a tam zaraz ich rodzice usiłowali ratować pieczone kiełbaski, które z tych kijów spadały… Tak, już wiem: tu się skończył jeden z pierwszych rajdów Klubu Małego Turysty! Tym razem przy ogniskowym kręgu Prezes zarządził zbiórkę i stąd właśnie się rozpoczął rajd ścieżką dydaktyczną Dziewicza Góra. Na dzień dobry strome, ale na szczęście krótkie podejście i już byliśmy u stóp znajomej wieży. Tu oczywiście dopadł nas postój i zawsze aktualny pomysł, żeby wleźć na tę wieżę. Po pozytywnym załatwieniu obydwu spraw cała ekipa ruszyła szlakiem tablic i kijów, mrowisk i kleszczy. Rodzice Turystów zostali przy okazji poddani intensywnej indoktrynacji, edukacji, obdukcji, czy jak się to pranie mózgów nazywa, w leśnej sali lekcyjnej. Zajęcia prowadziła osoba tudzież osoby, które się akurat napatoczyły, a dokładniej rzecz biorąc, które były w danym momencie głośniejsze. Mali Turyści wymienionych zabiegów dość skutecznie unikali przemieszczając się szybko i chaotycznie, co najprawdopodobniej jest ich normalnym sposobem poruszania. Po wchłonięciu wykładanej wiedzy, pochłonięciu wyjętego z plecaków prowiantu, pokonaniu pozostałego odcinka wycieczki nastąpiła tradycyjna Iskierka, po czym nastąpił KONIEC.
PS. Przepraszam bardzo, „koniec” nastąpił nieco później w pewnym ogródku na Podolanach, a dokładniej przy Jadźkowym Placku, o smaku jak zwykle „chcę jeszcze!”. Dziękujemy, polecamy się!
No to KONIEC!
Kiwak
2 kwietnia 2011
Stary Strzeszyn -> polnymi dróżkami -> Leśniczówka Strzeszynek -> jezioro Strzeszynek – 5km